Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
267 postów 9390 komentarzy

Janusz E. Kamiński

jazgdyni - Navigational Officer, Marine Engineer, Trained Lifeguard, Electrical Engineer, Radio Officer, Medical Advisor, Firefighter, A Lifesaver, A Leader..A MARINER. The Workplace rated among the Top 3 Most Hazardous Places to Work. No Fixed working hours, No Hol

Dodatkowe ryzyko pracy na morzu

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Wydarzyło sie kolejne nieszczęście na morzu. Spadł helikopter. Utonęło 4 marynarzy. Lecz 14 się uratowało. Może dlatego?

 

Nieopodal Szetlandów, helikopter Super Puma L2 przewoził na ląd z platformy wydobywczej 16 marynarzy.

Helikopter nagle stracił moc i spadł do wody. Na pokładzie było 16 pasażerów i 2 pilotów. Cztery osoby zginęły, utopiły się. Jenakże 14 osób uratowało się.

Może dlatego, że były odpowiednio wytrenowane?

Dlatego też przypominam mój artykuł sprzed roku o HUET - obowiązkowym treningu, jak sie ratować z tonących helikopterów.

Te wypadki się zdarzają. Rokrocznie na świecie spadają do wody cztery helikoptery przewożące marynarzy na ląd. Takie dodatkowe ryzyko zawodowe

//www.bbc.co.uk/news/uk-scotland-north-east-orkney-shetland-23822420

 

Parę sekund paniki i już po tobie. Jak się uratować z tonącego helikoptera?

 

Szkockie Aberdeen, na wybrzeżu Morza Północnego przeżywa szczyt prosperity. To niekwestionowana europejska stolica offshore. Offshore oprócz bardziej popularnego pojęcia, które oznacza lokowanie biznesu, bądź jego części poza granicami kraju, ma też drugie, nie mniej ważne znaczenie. Początkowo termin offshore odnosił się zasadniczo do podwodnego wydobycia ropy i gazu. Obejmował platformy wiertnicze, platformy wydobywcze i całą obsługującą flotę różnorodnych statków pomocniczych. Obecnie jest poszerzony również o bardzo nietypowe jednostki pływające, jak statki kładące podwodne kable, statki kładące rury, statki budujące podwodne konstrukcje, jednostki do budowy i obsługi morskich farm wiatrowych. Czyli mamy już obecnie potężną flotyllę statków, które, nie tak, jak dotychczas przewożą towary, tylko pracują na morzu, jak skomplikowane maszyny do różnych zadań.

Jak popatrzymy na budowę osiedla mieszkaniowego, to widzimy pełno dźwigów, buldożerów, koparek, różnych ciężarówek. To samo jest potrzebne na morzu. Tylko pływające o własnych siłach.

 

Gdy się skierujemy do portu w Aberdeen, który praktycznie jest w centrum miasta, to zobaczymy dziesiątki takich pływających dziwolągów, bardzo różnych od typowego wyobrażenia statków oceanicznych. Wiele z nich przypomina powiększone do monstrualnych rozmiarów holowniki, a inne nie przypominają niczego.

Wspólną, charakterystyczną cechą tych jednostek, choć właściwie tych większych, jest posiadanie wysoko na dziobie lądowiska helikopterów (helipad). Również, gdy dotrzemy na rozsiane na całym Morzu Północnym, Norweskim i wokół atlantyckich wybrzeży Wielkiej Brytanii i Szetlandów, platform wydobywczych, czy wiertniczych, to zauważymy charakterystyczne lądowiska helikopterów. Helikoptery bowiem, obok statków, są drugim istotnym elementem offfshore. Trzeba przewozić ludzi, ważne części zapasowe, zabierać chorych itd. Więc każdy pracujący w tej dziedzinie może być pewien, że będzie odbywał wiele helikopterowych podróży. Helikoptery, jak każde maszyny, rzadko, bo rzadko, ale mogą się popsuć. Przekonał się o tym Leszek Miller. Jednakże w naszym przypadku jest dodatkowy czynnik – przeważnie one latają one nad wodą.

 

Nieduży, schludny hotelik położony jest kilkaset metrów od lotniska w Aberdeen. Widać od razu, że nie jest on przeznaczony dla turystów, ani załatwiających interesy biznesmenów, tylko dla takich jak ja i w dużym stopniu dla ludzi, którzy muszą przejść kurs HUET. To po prostu szkolenie, jak się uratować z helikoptera, który spadł do wody i na nieszczęście jeszcze tonie. Helicopter Underwater Escape Training. Centrum szkoleniowe, z basenami, symulatorami i całą maszynerią też jest w niedużej odległości od hotelu i lotniska. Lotniska bardzo głośnego, bo oprócz samolotów rejsowych, bez przerwy lądują tu i startują helikoptery.

 

Jak się lata helikopterem nad morzem? Każdy pasażer musi być ubrany w odpowiedni kombinezon, zazwyczaj jaskrawego koloru. Nieco przypomina pianki do nurkowania, lub windsurfingu, jednakże jest bardziej obszerny, a jego głównym zadaniem jest jak najdłużej nie dopuścić do hipotermii, czyli wyziębienia organizmu, gdy znajdziemy się w wodzie. Trzeba pamiętać, że w tych północnych wodach wystarczy parę minut by nie chronione ciało, tak się wychłodziło, że później nie ma ratunku. Niektóre kombinezony mają integralną kamizelkę ratunkową, na inne trzeba dodatkowo nakładać. Gdy już mamy na sobie ten kosmiczny, szalenie niezgrabny ubiór, zajmujemy miejsce w helikopterze. Do ciasnego fotelika przypinamy się czteropunktowym pasem – szelki i pas biodrowy, wszystko razem w jednej sprzączce na brzuchu. Sprzączka ma mechanizm szybkiego odpinania wszystkich pasów.

Czyli teraz jesteśmy nie tylko, jak mumia w kombinezonie, ale również jak baleron przypięty do fotelika. Piloci podają krótką instrukcję znaków, bo gadać nie ma sensu, taki łomot. Więc jako ostateczny element mumifikacji dodawany jest kask plus słuchawki przeciw hałasowi.

No i teraz możemy lecieć. Żadna frajda. Nie tak, jak pan Tusk i Nowak napawający się widokiem niewybudowanych autostrad.

 

Jak wspomniałem, niestety helikopter czasami może spaść do wody. To są z reguły sekundy. Pilot robi wszystko, aby utrzymać maszynę na powierzchni. Nie zawsze mu się to udaje. Helikopter może zacząć tonąć, a co gorsza, obrócić się do góry nogami. Co wtedy mają robić faceci, kilku, a nawet kilkunastu, przypięci do fotelików, gdy helikopter spadając, walnął o wodę, przewrócił się do góry nogami i morze gwałtownie wdziera się do środka? Totalny chaos i panika. No właśnie. Do tego nie można dopuścić. Po to właśnie jest trening, żeby poznać i wyryć w mózgu odpowiednie procedury, aby uwolnić się od pasów, nie zachłystnąć się i błyskawicznie utopić, znaleźć sposób na opuszczenie helikoptera, wypłynąć na powierzchnię morza i dalej już się spokojnie ratować, jak każdy marynarz w wodzie.

 

Centrum treningowe składa się z sal wykładowych, jak w każdej szkółce, oraz zespołu basenów, dosyć głębokich, nad którymi są zawieszone makiety helikopterów. Oczywiście nie całych – ogon czy rotory są tu niepotrzebne. Właściwie jest to tylko kabina, dokładnie odtworzona do danego typu. Makieta wisi na linach i mechanizmie, który może ją z wysokości paru metrów opuszczać z różną prędkością, jak również obracać wzdłuż osi podłużnej, symulując wywrócenie się do góry nogami. Oczywiście, w czasie treningu, helikopter jest gwałtownie opuszczany tak, że cała kabina z ludźmi znajduje się pod wodą.

I tam zaczynają się cyrki. W basenie cały czas jest paru płetwonurków, żeby przypadkiem nikomu nic się nie stało. A w kabinie dodatkowo dwóch instruktorów. Cwaniaki nie mają na sobie tych strasznych baleronów, tylko zgrabne pianki i dodatkowo gogle. Już na wstępie, paru kolegów z grupy zrezygnowało z ćwiczeń. Nie mogli psychicznie wygrać z wyobraźnią. Dodatkowo, w czasie symulacji, jeszcze dwóch zostało usuniętych przez instruktorów, gdyż wpadali w panikę i o mało co nie potopili nurków.

 

Zestaw ćwiczeń, składający się z rzucania makiety do wody w różnych konfiguracjach – z utrzymaniem się na powierzchni helikoptera, z zanurzeniem się bez obrotu, z obrotem, z wypłynięciem na bezdechu, ze skorzystaniem z ratunkowego aparatu powietrznego, z napełnieniem gazem kamizelki ratunkowej (oczywiście po wypłynięciu na powierzchnię) i na koniec, po wspięciu się na tratwę ratunkową, co bez pomocy drugich jest diabelsko trudne, ma za zadanie tylko jedno – wyrobienie automaty zmów zachowań. Więc tak: helikopter zaczyna spadać; pilot wrzeszczy, że awaria i spadamy. Łapiemy się wówczas za fotelik i usztywniamy ciało, bo jak walniemy o wodę, to prawie jak o beton. Jednocześnie wzrokiem szukamy najprostszej drogi ucieczki z helikoptera – najbliższe okno, najbliższe drzwi. Gdy już o wodę wyrżnęliśmy, to natychmiast musimy mieć jedną rękę na zatrzasku pasów, a drugą, jeżeli siedzimy przy oknie, na szybie, gotową do jej wybicia. Uwierzcie, gdy się tego nie przestrzega, to jak woda gwałtownie wdziera się do wnętrza i obracamy się do góry nogami jak w pralce, to później już własnego brzucha, a co dopiero zatrzasku, się nie znajdzie. I teraz chyba jest najważniejszy moment. Zanim cokolwiek się zrobi, należy spokojnie policzyć do siedmiu. To daje efekt psychologiczny i pozwala na zebranie myśli. Jakieś natychmiastowe działania kończą się niestety niepowodzeniem i wtedy na prawdę jest kiepsko. Dalej ważna jest koordynacja. Tak długo nie możemy odpiąć pasów póki nie wywalimy szyby. Gdy zrobimy odwrotnie, to nie mamy punktu zaparcia i nasze wysiłki będą bezskuteczne.

Przy większych głębokościach powinniśmy skorzystać z ratunkowego aparatu powietrznego. To nie jest jakiś aparat tlenowy z butlą. To jest nasze własne wydychane powietrze, które ciągle ma jeszcze dosyć tlenu.

Uruchamiamy aparat mając już ustnik zaciśnięty zębami, a nos zatkany klamerką. Instruktorzy twierdzą, że jest to bardzo pożyteczne urządzenie, aczkolwiek, ja się lepiej czułem na bezdechu. Każda dodatkowa czynność zwiększa ryzyko pomyłek, co może mieć tragiczne skutki.

 

Zaliczenie i zdobycie dyplomu jest po przejściu 6 różnorodnych zrzutów do wody. Po jakiś trzech godzinach, zmachany jak pies, można się rozebrać z tego gumowego sarkofagu i udać się pod ciepły prysznic.

Mam to z głowy na następne 4 lata.

 

 

//www.reefsubsea.com/101.html

//survivex.com

 

=======================================

 

KOMENTARZE

  • Jak to wygląda na treningu
    Oto obraz tego, jak taki trening wygląda:

    http://youtu.be/5JaMaV7Mf7c
  • @jazgdyni 08:47:21
    I jeszcze moje z Aberdeen w Szkocji

    http://youtu.be/q3eISklVXM0
  • @jazgdyni 08:50:40
    ..niezły lunapark w tym Aberdeen...fajnie byłoby przejść taki kurs i sprawdzić siebie...ale chyba nie jest to łatwe, skoro kilku już na wstepie zrezygnowało...pozdrawiam niepoprawnie 5*
  • @jazgdyni 08:50:40
    ...aha ...jak pisałeś trzeba rozbic szybę ..idzie rozbić ręką, czy jest tak jak w autobusach ...taki młotek do rozbijania ...mniemam, ze szukanie młotka to też jakieś tam dodatkowe zajęcie spowalniajace o którym trzeba pamietać..?pozdr
  • @trybeus 11:01:50
    To jest dosyć specyficzne, bo trzeba się przełamać i najważniejsze - nie dać się panice. To wszystko dzieje się strasznie szybko i my też chcemy szybko reagować. A to błąd. Najpierw trzeba się opanować.

    Zdrufko
  • @trybeus 11:07:24
    Nie, nie - szyby się nie rozbija, tylko się ją wypycha na zewnątrz. To jest taka specjalna konstrukcja. I to nie szyba, tylko, jak wszędzie w samolotach, przeźroczysty plastik.
  • @jazgdyni 08:47:21
    W latach 80-tych pracowałem na polskiej platformie Petrobaltic, przechodziłem takie szkolenie na basenie Szkoły Morskiej na Skwerze. Oczywiście nie tak wypasione. Oprócz tego przechodziłem szkolenie ratownika górniczego na Śląsku i w ówczesnej DDR, trenowaliśmy zdejmowanie głowicy przy erupcji.
    Ja miałem szczęście , latałem na platformę helikopterem. Bóg nade mną czuwał, w czasie gdy byłem na dwutygodniowym wolnym , helikopter rozbił się około 200 m przed platformą. Zginęło 4 moich kolegów , świeć Panie nad ich duszami, kilku było rannych.

    Pozdrawiam
  • @trybeus 11:01:50
    To samo przeszło mi przez myśl. A potem można szpanować dyplomem ;-)))) nawet jak się nie robi w żadnym offshore. Szkoda tylko, że baseny takie płytkie i nie ma efektu runięcia z pewnej wysokości z obrotami wzdłuż różnych osi i dowolnie wybraną pozycją uderzenia o wodę. Na to to już pewnie byłby oddzielny dyplom, ale tylko dla tych co celująco przeszli pierwszy egzamin... ale się rozmarzyłem.

    Ja na kursie prawa jazdy byłem tylko w symulatorze dachowania, ale obracał się bardzo wolno i oczywiście nikt nie przewidział tego, że może spaść ze skarpy i zakończyć na dachu w wodzie.... A coś takiego o mało co nie spotkało mnie kiedyś w Norwegii i to wcale nie przy żadnym offshore.... (obstawiam, że z czteroosobowej "załogi" golfa nie uratowałby się nikt) żadnego treningu wtedy nie miałem. Życie lubi niespodzianki ;-)

    Dużo szczęścia jakby co ;-)
  • Wow!
    Nie wiedziałem, że to takie niebezpieczne latać helikopterem. No i że do tego aby się uratować to nie wystarczy sama umiejętność pływania.

    Pozdro!
  • @Andy 51 11:28:53
    Nie słyszałem o tej katastrofie. Pewnie utajniono. Lecz teraz ruch na Morzu Północnym i w Zatoce Meksykańskiej jest tak duży, że helikoptery latają jak tramwaje.
  • @Mind Service 11:36:09
    W helikopterze jest piekielnie ciasno. Jak kilkanaście osób zacznie działać bez koordynacji, to wszyscy się potopią. No i nie ma czasu na rozmyślanie. Trzeba działać automatycznie. Do tego właśnie potrzebny jest trening.
  • @jazgdyni 11:40:22
    To był 83 lub 84 r . końcówka stanu wojennego. Lataliśmy z Rębiechowa, pilotami byli żołnierze zawodowi, stąd nie dziwota, że utajnili. Były to helikoptery chyba Mi - 4. Do helikoptera wchodziło 15 osób z bagażem plus trzech członków załogi.

    Pozdrawiam
  • @jazgdyni 11:40:22
    "Nie, nie - szyby się nie rozbija, tylko się ją wypycha na zewnątrz."

    "helikoptery latają jak tramwaje."

    Ok. teraz żart z życia wzięty... właśnie z tramwaju ;-)

    Tam też instrukcji chodziło o to żeby w razie wypadku wypchać szybę od środka po pociągnięciu za zawleczkę, która była przymocowana do uszczelki i można ją wtedy było wyciągnąć... zawleczka oczywiście sobie była wesoło dyndała podczas jazdy, ale niestety.... na zewnątrz :-)))))

    Super wpis. Bardzo dziękuję. Szkoda, że można dać tylko 5 gwiazdek.
  • @jazgdyni 11:40:22
    //teraz ruch na Morzu Północnym i w Zatoce Meksykańskiej jest tak duży, że helikoptery latają jak tramwaje.//

    - Rzeczywiście. Odkryte niedawno na Morzu Północnym u wybrzeży Szkocji złoże ropy naftowej może być znacznie zasobniejsze niż dotąd sądzono. Jak się szacuje, złoże zawiera do 300 mln baryłek lub więcej.
  • @Andy 51 11:28:53
    Ciekawe co powiedzieli rodzinom Pana kolegów. Czyżby przed nimi też próbowali utajnić...

    Ukłony
  • @jazgdyni 11:25:35
    ..takżem se właśnie pomyślał jadąc do kościoła...przecież w takim zamieszaniu, to musi być cos nie kaleczącego i szybkiego do zdemontowania ..pomyślałem sobie właśnie, że okienko musi być wypychane...pozdrawiam niepoprawnie
  • @Jasiek 11:33:47
    ...ja bym spróbował, ale nie mam na to czasu i będąc raczej szczurem lądowym chyba nie jest mi to potrzebne, ale kto wie gdzie kto czasem się znajdzie...podoba mi się za to survival i radzenie sobie w róznych okolicznościach życiowych...taką wiedzą też można przyszpanować he he he...pozdrawiam niepoprawnie
  • @Jasiek 11:54:23
    Nie pamiętam to było tak dawno, ale firma chyba zachowała się porządnie wobec rodzin , tych którzy zginęli.

    Pozdr
  • @jazgdyni
    W mojej szkole podstawowej naukę pływania zaczynano od nauki zachowania po przypadkowym znalezieniu się w wodzie. Trzeba było wpadać na głęboką wodę , wypłynąć i dopłynąć do brzegu gdzie czekał pan z bosakiem. Nieumiejące pływać dzieci zdobywały taką swobodę, że nie groziło im utopienie przez zachłyśnięcie się i panikę. Jak się teraz uczy pływać nie wiem, ale chyba kiepsko. Obserwuję na Jezioraku dorosłe osoby pływające z kurczowo uniesioną nad wodą głową, które boją się każdej fali.
    Trener Falewicz na wyścigach uczył początkujących jeźdźców techniki spadania. Na spokojnym koniu trzeba było w galopie wyrzucić nogi ze strzemion, opuścić siodło i zastosować się do prostych zasad. Przewrotka przez bark i chronić głowę. Wtedy nie było powszechnie dostępnych kasków i toczków.
    Teraz zdarzają się osoby, które robią sobie krzywdę spadając ze stojącego konia.
    Mój znajomy wozi w samochodzie nóż do przecinania pasów i młotek do wybicia szyby . (Często bywa w Holandii. ) Oprócz tego ma zawsze śpiwór i kuchenkę butanową. W Niemczech zdarza się, że na autostradach umierają z zimna ludzie, którzy wyjechali przy mrozie w koszulce i stanęli w wielogodzinnym korku. Ludzie oddalają się od natury i nie myślą.
  • @
    Najważniejsza zasada w życiu, to zachować spokój;-)
    Ciekawa jestem, jaka byłaby moja reakcja, na taką bądź co bądź, mrożącą krew w żyłach sytuację?
    Pływam od dziecka, kocham wodę i nie boję się jej, ale jednocześnie mam do niej szacunek i wiem, że potrafi być groźna. Dlatego od zawsze mam dwie zasady, których nie złamałam: po pierwsze nie wchodzę do rzeki, po drugie nie skaczę na przysłowiową główkę.
    I żyję;-)

    Nie wiem, czy udałoby mi się zachować wymagany spokój. Nurkować lubię i nie boję się głębin, ale zdaję sobię sprawę, że taki upadek z wysokości w hermetycznie zamkniętej puszce, nie sprzyja kontemplacji;-) To jest zupełnie inna sytuacja, niż swobodne nurkowanie z własnego wyboru.
    Mam pytanie: czy helikopter po upadku szybko opada na dno, czy ma jakieś zabezpieczenia, typu poduszki powietrzne, na taką ewentualość?
    Ile ma czasu pasażer, zanim helikopter najdzie się na niebezpiecznej dla życia wysokości?
    Pozdrawiam.
  • @Iza 15:25:29
    Te wszystkie, niby nieistotne drobiazgi są ważne. W judo też zaczynaliśmy od nauki padania na matę. Trzeba sobie wyrobić pewne automatyzmy, gdy nie czas na myślenie. A ile ludzi się stratowało w tunelu w Niemczech, jak wpadli w panikę.
    Ten trening nie był przyjemny. Ale jak widać, niezbędny.
  • @Elis 16:59:31
    Z tą szybkością tonięcia, to wiele zależy od sytuacji. Czasami pilot zdoła posadzić maszynę na wodzie. Jednakże, często wpada w korkociąg, uderza w wodę, wywraca się do góry nogami, bo przecież masa jest u góry i woda dosyć gwałtownie wdziera się do środka. Wtedy tonie. Powinno się uwolnić w pierwszych 10 metrach zanurzenia.

    Pozdrawiam
  • @Mind Service 11:36:09
    Jak mniemam, Ty wsiadł byś tylko do certyfikowanego helikoptera pilotowanego przez certyfikowanego pilota, w certyfikowanym kombinezonie z certyfikowaną kamizelką ratunkową, więc nie masz się czego obwiać. Żadna "zaraza" Cię nie dopadnie.
  • @jazgdyni
    5* ! Ale mam dreszcze i w ogóle - hardcorowa notka. Niestety, mam paskudną wyobraźnię i wszystko to łatwo mi sobie uzmysłowić.
    O, mój domeczku i kochana kanapo! ;)

    Serdeczności. I ŻADNYCH CHOLERNYCH HELIKOPTERÓW!!!!!!!!!
  • @Iza 15:25:29
    Technika spadania zapewne jest ważna /np. kaskaderzy/, ale... na konikach działają tak gwałtowne siły /np. przy skokach/, że normalny człowiek nie ma nawet czasu pomyśleć o technice spadania. To katapulta i baaardzo blisko do ziemi matki. Coś o tym wiem :)
  • @zadziwiony 19:40:38
    ha ha ha ...dobre...globalistycznie rzecz biorąc...he he...pozdrawiam niepoprawnie
  • Pięknie się pan bawisz, panie jaz!
    Chłopaki u nas obejrzeli pańskie zdjęcia i filmiki, panie jaz. Pełni podziwu dla bohaterskiego marynarza teraz są, bardzo pana tutaj wszyscy podziwiają. A jeden młody, prosto ze szkolenia do nas trafił, to otwarcie wyznał, iż chce być jak pan: Oceany przemierzać i z żywiołami się mierzyć. No i w dolarach pobory także by chciał inkasować, a nie marnieńki żołd szeregowca pobierać (plus wikt i opierunek). Ciężko teraz będzie chłopaków do służby przymusić, gdyż się przygód pańskich naoglądali, w tropiki ich teraz ciągnie, do helikopterów rozmaitych i na południowe morza, gdzie dziewczęta powabne w kwiaty ino odziane i w buganwille spowite, wilkom morskim usłużnie sorbet serwują i piersiami obfitymi mundury nasze zalotnie muskają. Sam pan rozumiesz, jaz, iż niepedagogiczne jest, nadmiernie adrenaliną i egzotyką szafować. Chłopaki za parę godzin służbę objąć muszą, a po porcji pańskich przygód mentalnie rozwaleni są, nad nędzną swą egzystencją dumają i browary na smutnego spijają. Mój kapral konfident poszedł na kantynę, z tej zgryzoty tosta z czosnkeim sobie upiec.

    Nieracjonalne to nastroje, bo my tutaj na jednostce też wszak marynistyczne przygody miewamy. Odra u nas głęboka, siedem metrów na środku nurtu będzie, czołgiem nie przejedzie po dnie. Płynąć trzeba, a wozy nasze śruby mają, co przy pokonywaniu wodnych przeszkód prawdziwą zmorą jest. Strumieniowe jety byłyby lepsze, ale wojsko nasze zawsze gówno same do eksploatacji dostaje. A w rzece wszystko spływa, trawy, druty, ścierwa zwierząt, kosze na smieci i wózki zakupowe z Biedronki. Trup ludzki, mocno wzdęty, też sie nieraz trafi. A śruba wrażliwa, zaraz skrzydło się wyłamie albo w sitowie zaplącze i mielić przestanie. I wtedy dryf pasywny do Świnoujścia ino pozostaje, bo dwudziestu ton stali pagajem pan ku brzegom nie popchasz.

    Chłopak u mnie jest, któren pięć lat za kierowcę na rośkach desanty ćwiczył i bałtyckie brzegi po rozlicznych poligonach ma opanowane. Powiedzieć prosił, by pan się tym szkoleniem swoim za bardzo nie przejmował, gdyż sporo głupot panu tam na koszt pracodawcy pańskiego do łba kładli. Nie warto na ten przykład z okienkiem śmigłowca się siłować, gdyż już na pięciu metrach głębokości nie dasz pan rady go na zewnątrz wypchać. Poczekać trzeba spokojnie, aż śmigłowiec pański od wewnątrz się podtopi i wtedy dopiero wypychać. No chyba, że pan masz przy sobie broń osobistą. Wtedy warto po rogach okna strzały oddać, poczekać aż odmęt do wnętrza się wedrze, i wtenczas dopiero na powierzchnę się wynurkować. Na pańskim miejscu jednak, skoro pan zapewne lekkomyślnie broni palnej ze sobą nie nosisz, Rózaniec bym spokojnie wydobył i modląc się oczekiwał, aż śmigłowiec wodą się napełni. Wtenczas dopiero bym ratunek rozpoczął.
  • @Pan podporucznik 21:57:43
    Chciałam tylko skromnie zauważyć, że wypowiedzi Pana podporucznika winny być drukiem wydane i objęte jako dobro narodowe pod patronatem Nowego Ekranu.
    Nikt tak nie potrafi zwięzłym wojskowym slangiem dobitnie trafić w sedno;-)
    Pozdrawiam.
  • @Elis 22:17:15
    ha ha ...tak jest ...nawet generalnie miałem dylemat, jak wypchać szybę pod wodą, ale se myślę chyba można, tylko trzeba więcej siły...co do Porucznika to żądam dla niego kodów startowych do założenia bloga ...jeśli marketingowo mógłbym mu doradzić, (bo wszak mój Kurnik, to też saga medialna)...to proponuję nazwę bloga Nowe Koszary, albo Nowa Jednostka...nosz kurna denerwuję mnie to, że talent żołnierski się marnuje tylko na chlaniu samogonu w koszarach, albo na łapaniu samowolnych szeregowców chcących przebywać w damskim towarzystwie...
    ..Spiryto..żądam kodów dla Pana Podporucznika ...!!!
  • @trybeus 22:28:54
    A propos kodów, to jakaś wyższa matematyka...
    Do wejscia na NE zachęcił mnie ktoś znajomy z innego portalu. Zarejestrowałam się, a tu sie okazało, że obowiązują jakieś dziwaczne kody na jeszcze dziwaczniejszych zasadach;-)
    Na szczęście trafiłam na ŁŁ, który jednym z ostatnich rzutów na taśmę podarował mi TAJEMNICZY KOD;-)
  • @Elis 22:44:56
    ..no widzisz, mi się też udało jak ślepej kurze ziarnko..:)) heh napisałem ślepej kurze ??...kurde to już chyba choroba zawodowa..he he::)))

    ...teraz pewnie musiałbym ubrać wór pokutny i codziennie kołatać do rednacza Spiryto o kody na bloga ...jakby nie było, to Kogut Łażący Łazarz był dosyć dobrym drobiowym manadżerem he he he...pozdrawiam niepoprawnie
  • @trybeus 22:53:18
    Ja pisałam do redakcji i ktoś się na maila odezwał w stylu: przepraszamy, ale nie rozdajemy kodów, trzeba coś napisac, ocenimy, ocenzurujemy i bla, bla, bla...
    Więc sobie dałam spokój i weszłam na NE miesiąc później, chcąc coś skomentować, a tu na poczcie prywatnej niespodzianka kod od ŁŁ z podpisem: proszę bardzo witamy na NE:-)
  • @Elis 23:03:00
    ...ha, to była pewnie desantowa akcja Łazarza...ale widać po tym, że jednak była niezła wadźba na górze ..no nic, cieszmy się, że mamy swoją prywatną , tylko naszą, osobistą tubę propagandową ...:))))
  • @trybeus 23:13:41
    Ano;-)

    Wprawdzie jeszcze nic nie napisałam, dlatego że z natury ostrożna jestem i zniechęcają mnie prywatne wojenki na górze, ale kodu sobie wyrwać nie dam;-)
  • @Pan podporucznik 21:57:43
    Tutaj małe nieporozumienie, albo niedopowiedzenie z mojej strony - te okienka rzeczywiście się wypycha, jak już w helikopterze pełno wody.
    Jak on tonie i się przewraca, to jest, jak w pralce - woda bulgoce i zalewa wszystko.

    A chłopaków proszę uspokoić. Takie wrażenia i cycate Polinezyjki we wieńcach kwiecistych to będą mieli tylko, jak sobie rejs na wycieczkowcu wykupią. Inaczej to tylko szara rzeczywistość i na dodatek podłoga stale się kiwa.

    Szacunek
  • @KOSSOBOR 21:24:02
    Tak jest!!!
    Nie doceniamy domeczku i kochanej kanapy. Zachciewa się różnych sportów ekstremalnych, jak jazda na ognistych rumakach. Co nie? ;)
  • @jazgdyni 07:12:01
    ...chyba ciepłokrwistych rumakach...he he he pozdrawiam niepoprawnie
  • @jazgdyni 07:07:35
    .."jak sobie rejs na wycieczkowcu wykupią..."
    ...tylko żeby się chłopaki nie natknęły na kapitana Schettino, bo zamiast cycatych Polinezyjek, będą musieli faktycznie skorzystać z Twoich rad i przeprowadzić wyjście przez szybę kajuty pod pełnym zanurzeniem :)) pozdrawiam niepoprawnie
  • @jazgdyni 07:12:01
    ;)
  • @trybeus 09:53:22
    Kónie są gorącokrwiste lub zimnokrwiste. Ale do ziemi taka sama odległość ;)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY

więcej