Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
267 postów 9390 komentarzy

Janusz E. Kamiński

jazgdyni - Navigational Officer, Marine Engineer, Trained Lifeguard, Electrical Engineer, Radio Officer, Medical Advisor, Firefighter, A Lifesaver, A Leader..A MARINER. The Workplace rated among the Top 3 Most Hazardous Places to Work. No Fixed working hours, No Hol

Grzyby zawitały na Kaszuby

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Dumni dyletanci, w swojej polonofobicznej zajadłości nienawidzą polskich lasów. Dlatego też z nożami i koszami wyruszają do nich, wycinając najwspanialsze okazy różnorodnych grzybów.

 

 

 

 

 

 

Nabrzmiewający przez całą zimę i wiosnę instynkt wybuchł gwałtownie w ostatnią sobotę sierpnia. Instynkt zbieracza, który, jako zdecydowanie polonofobiczny, powinien mieć ważne miejsce w tzw. polskiej cywilizacji.

Na Kaszuby zawitały grzyby.

Do tego czasu gryząc palce i zieleniejąc z zazdrości czytałem tylko jak Boska Wola koszami znosi do domu prawdziwki i koźlarze i to zbierając je jakby mimochodem na swoich włościach. Ale to już koniec – grzyb jest. I to jaki! Cudowny i radosny w swojej różnorodności.

 

Zaraz po przybyciu do Niesiołowic, towarzystwo złapało za koszyki i koziki i ruszyło na spenetrowanie małego uroczego lasku, który jest częścią posiadłości. Już po chwili powietrze zawibrowało od radosnych okrzyków. Są! Obok skromnych maślaczków pod brzózkami pyszniły się dumne koźlarze na cienkich nóżkach. Jednakże wrzaski zachwytu dotyczyły głównie niedocenianego powszechnie super – rarytasu, jakim niewątpliwie są rydze. Sprytnie poukrywane w trawach wymagają sokolego wzroku i prawdziwego instynktu zbieracza najwyższej kategorii.

Wszystkie rydze były świeżutkie, dopiero co wyrosłe, jakby oczekiwały z wyjściem na świat na nasz przyjazd i robak jeszcze nie zdążył się zorientować, że właśnie wyrosły.

W tą pierwszą chwilę po przyjeździe pod nóż poszło dziesięć dorodnych rydzy, barwiąc jaskrawo pomarańczowym sokiem palce i koziki.

 

Po rozpakowaniu się i wypiciu kawki, tudzież piwka, towarzystwo ponownie chwyciło za kosze i ruszyło na przegląd okolicznych zagajników. Panie założyły kalosze, bo zagajniki znane są ze swoich żmij zygzakowatych, które spotyka się tu i ówdzie.

Kosze powoli zaczęły się zapełniać. Do koźlarzy i maślaczków wkrótce dołączyli królowie polonofobicznych kniej – dumne i wspaniałe borowiki. Niektóre ciemnobrązowe i wypasione, a inne bladziutkie, piaskowe i też wypasione. No i rydze, nasze ukochane, precyzyjnie wypatrzone w trawach.

Grzybobranie nad wyraz udane. I to wszystko wokół domku, w zasięgu głosu.

Borowiki natychmiast oczyszczone i pokrojone w paseczki, aby na drobnej siateczce schnąć na wietrze, jako niezbędny surowiec do wigilijnej, postnej i nie trzeba dodawać, przepysznej zupy.

Rydzyki nie wymagają skomplikowanych zabiegów. Oczyszczone z odkrojonymi nóżkami, wylądowały natychmiast na patelni, gdzie na masełku, tylko lekko posolone, zamieniają się w nektar i ambrozję w jednym. Podejrzewam, że w Paryżu czy Londynie, za talerz tego rarytasu trzeba by zapłacić ze sto euro. A nas to kosztowało tylko rozkosz zbierackiego wysiłku.

 

Następnego dnia, penetracja ogródkowego lasku przyniosła łup następnych, wyrosłych przez noc rydzy, maślaków i koźlarzy. Mogliśmy się naocznie i dobitnie przekonać, że dorodne grzybki wyrastają przez jedną noc. Poprzedniego dnia teren by precyzyjnie spenetrowany i na sto procent, nie pozostał na nim żaden grzyb.

 

Dodatkowa wyprawa, już w głąb lasu, zapełniła kobiałki, a z nowości, znalazły się w koszach kurki oraz płachetki albo kołpaczki.

To jedyne grzyby, których nie na uczyli mnie zbierać rodzice, tylko przyjaciel z Mazur. Nie ma sensu mówić, że oczywiście są wyśmienite i smak mają specyficzny.

 

Zbieracki wysiłek naszej całej trzódki zakończył się obfitą jajecznicą z grzybami, niebiańską zupą grzybową, rydzykami prosto z patelni, oraz smarzonymi grzybkami ze śmietaną, cebulką i posypane obficie zieloną pietruszką. Oczywiście prawdziwki spokojnie sobie podsychały na wietrze.

Generalnie mniam... A takie zbierackie wyprawy pamięta się długo i bardzo miło. Aż do następnej okazji, gdy instynkt zbieracza ponownie wygoni człowieka do knieji z kobiałką i kozikiem w garści.

 

KOMENTARZE

  • @
    ...cześć ...byłem w środę, ale niestety rydze przestraszyły się polonofoba i nie pojawiły się ..mam porobione fotki z lasu, niestety brak czasy by opisać ..generalnie w środę nie było ani jednego rydza...więc z żalu wciągłem nosem w lesie dwa browce ...ale jest nadzieja..dziś idę walczyć z rydzami..he he pozdrawiam niepoprawnie
  • @trybeus 09:30:50
    No więc przyszły na Kaszuby. Są w dostatecznych ilościach na patelnię z masełkiem. W tam w Himalajach dodajecie cebulkę, co ja uważam za karygodny błąd.
    Browce jakoś polonofibicznie pasują do zbierania grzybków.
    Taka starosłowiańska tradycja.

    Zdrufko
  • @jazgdyni 09:35:50
    ...e noo na patelnie to nie dodajemy cebuli... toż to profanacja czystej krwi...

    ...browce są totalnie parchate, ale co zrobisz ...gangrena panie :)))

    tutaj przepis na rydzyki po cygańsku ...będziesz jadł na śniadanie, obiad i kolację ...

    Składniki:
    - 3 kg rydzy,
    - 12 cebul,
    - 2 przeciery pudliszki,
    - 1 i 1/2 szklanki octu 5%,
    - 1 i 1/2 szklanki oleju,
    - 1 i 1/2 szklanki wody przegotowanej,
    - 10 ziaren ziela ang.,
    - 8 liści laurowych,
    - 7 łyżeczek cukru,
    - 3 łyżeczki soli.
    Jak przyrządzić:
    Nazbierać pięknych, zdrowych rydzy, gotować 10 minut w osolonej wodzie, cebulę pokroić w talarki i zeszklić na oleju. Dodać resztę składników, podlać wodą i dusić 10-15 minut, następnie nałożyć do słoików i pasteryzować.
    W wydaniu sałatkowym rydze należy pokroić w paseczki.
    Uwaga dla smakoszy: można dodać 2 ząbki czosnku na zapach oraz garść rodzynek. S M A C Z N E G O!
    Uwagi:
    Swietna zagrycha do gorzały, pyszne z wędliną
  • @
    Az Panu zazdroszczę. Uwielbiam zbierać grzyby. U nas gdzie mieszkam trzeba jechać nawet kilkaset kilometrów aby odpowiedni las znaleźć wiec jest to prawie niemożliwe. Pochodząc z Mazowsza także nie znalem kołpaczków. Aby było śmieszniej mi także te grzyby facet z Mazur pokazał.
    Nazywał je "przybełtuszki". Poznałem potem odpowiednie lasy kolo jeziora Omulew gdzie było ich zatrzęsienie. Co do rydzów, wstyd się przyznać.
    Mimo dużych pobliskich lasów u nas nie występowały, tak tez jeszcze nigdy
    tego sławetnego smaku nie zaznałem. Zostaje tylko zazdrościć.
  • @trybeus 09:42:53
    Już dokonałem syntezy organoleptycznej i to MUSI być pyszne.
    Tylko jedno ale... Za swego życia NIGDY nie uzbierałem 3 kilo rydzyków do kupy. Tu się panie liczy na sztuki. To u was w Himalajach wystepują w dużych stadach.

    Ps. Jadłem kiszone rydze - też pychota.
  • @jazgdyni 09:56:51
    No właśnie, kiszone. Babcia o nich mi mówiła, że są pyszne. Niestety przepisu nie znam.
  • @Stara Baba 09:54:59
    A jak tam jest w Stanach? Ludność miejscowa zbiera coś w lasach?
    To jest takie wspaniałe - prawdziwy odpoczynek.

    Pozdrawiam
  • @leoparda 10:01:10
    Sam kiedyś soliłem opieńki, jak w pewnym roku nastąpił prawdziwy wysyp. Były jędrne i chrupki i trochę przypominały chińskie grzyby mun. Naprawdę wspaniałe.
    A rydze są po prostu boskie. To powinien byc narodowy produkt regionalny.

    Serdeczności
  • @ autor
    A mrówki na kocyku były ?!
  • @jazgdyni 09:35:50
    Moja żona pochodzi z Kaszub, była w swoich rodzinnych stronach w lasach w okolicach Szemuda i słabo. Chyba za blisko miasta. Ja co prawda grzybów specjalnie nie lubię, ale na Wigilię zupę grzybową to ho, ho. Teraz po chorobie specjalnie po lasach nie chodzę, ale lubię je czyścić ,lubię też smażone kurki i opieńki w occie, które późną jesienią zbieram bo jest ich dużo.

    Pozdrawiam
  • @jazgdyni 10:05:38
    Nie, nie zbierają. Tylko ludzie z Polski i państw wschodnich zbierają.
    Są za to narażeni na kpiny ze strony innych narodowości jakoby jest to
    zajedzie ludzi biednych. To samo z braniem złapanych ryb do domu.
    Czasami można się wk.....ć ! Znam jeden punkt gdzie ludzie po uprzednim zapisaniu się na listę za odplata 25$ jada w grupie autokarem na grzybobranie do prywatnych lasów prawie 200 km dalej. Maja całodniową frajdę. Poza tym tu w USA jest to w ogóle niepopularne. Ich strata!
  • @jazgdyni
    OZu, Ty polonofobie etc.! Zazdroszczę Ci :)
  • @KOSSOBOR 10:42:14
    ...aa...szanowna Kossobor to na grzybki nie chodzi hę...heja konia siodłać i naaaaa rydzyyyyykkkaaaaaaaaa ...he he :) pozdrawiam niepoprawnie
  • @jazgdyni 10:08:31
    Ja kiedyś kisiłam opieńki. Teraz jest ich mniej, to szybko je się je przejada jako dodatek do jajecznicy lub jako jarzynkę (na ciepło ze śmietanką). Nie znam się dobrze na grzybach więc ich nie zbieram.

    Co do rydzów to masz rację. Powinny być naszym narodowym produktem. Kiedyś mi opowiadano, że pod Krakowem była taka bardzo ekskluzywna restauracja gdzie firmowym daniem był pieczony bażant i rydze na masełku. Nazwy tej restauracji nie pamiętam. Pozdrówka
  • @cyborg 10:10:36
    Kocyk nie był rozkładany więc mrówczanej wiedzy nie mam. Za to przywlokłem gada pająka do domu i ten krwiopijca pogryzł mnie w nadgarstkach i teraz jak piszę, to swędzi.

    Kocyk jest wyposażeniem obowiązkowym, jak się jedzie samochodem do lasu. Obok kawki w termosie i jajek na twardo.
  • @Andy 51 10:15:44
    Pogadamy, gdzie masz te miejsca na opieńki, bo moje stare zarosły młodniakiem. A przepadam za opieńkami.

    Serdeczności.

    Ps. Powolny spacerek po lesie by ci nie zaszkodził/
  • @jazgdyni 11:54:34
    ...u nos opinki na wyginiyńciu :((((((((((
  • @Stara Baba 10:19:04
    A ja już Norwegów nauczyłem zbierać. Tylko, jak idą sami, to zbierają tylko kurki, bo ci do nich nie mają wątpliwości.

    Bez wątpienia grzybobranie to nasz narodowy sport. I wszędzie tam, gdzie sięgała Wielka Rzeczypospolita. Czyli Litwa, Białoruś i Ukraina.
  • @KOSSOBOR 10:42:14
    Polonofobie i parchu żeby być konkretnym. Grzybny parch to nawet brzmi tajemniczo.
  • @leoparda 11:47:32
    Jak już wspominałem, za sześć prawdziwków w koszyku żądali przy szosie we Włoszech sto euro. A jedna dorodna trufla na giełdzie przekracza cenę tysiąca euro. Ja bym tutaj umiejscowił kobiałkę rydzy za dwieście euro. Wtedy by docenili wartość tego.

    Pozdrawiam
  • @jazgdyni 11:54:34
    Jak się pokażą dam znać. Jak będziesz osiągalny, to pojedziemy.

    Szacunek
  • @trybeus 11:56:30
    U nas raczej też. Kiedyś to się cięło kilogramami. A grzybek uroczy.

    A przestałem zbierać nierozwinięte kanie, jak się raz nad jednym zacząłem zastanawiać i nie miałem pewności. Sromotnik coś za bardzo podobny.
    Ale jedna rozłożysta kania z patelni to też smakowitość.
  • @Andy 51 12:16:25
    Pojedziemy.
  • @jazgdyni 12:06:40
    Moja rodzina wybierała się w tę sobotę do lasu, i to zupełnie przypadkiem do Niesiołowic na Kaszubach (mamy tam swoje miejsca ulubione). Niestety córę rozbolał brzuch, ja musiałem pilnie do pracy... Wieczorem spotkałem sąsiadów wracających do miasta z koszami pyszności. Ech, żyzń sobacza.
    Ale nie o tym chciałem. Przypomniałem sobie, jak uczyłem kiedyś Irlandczyków zbierać grzyby, bo były miejsca blisko Dublina, gdzie podgrzybki można było żąć kosą. Najpierw pojechałem sam, potem zabrałem dwóch znajomych, początkowo byli bardzo nieufni, potem powoli dali się przekonać, że grzyby dzielą się na jadalne i pozostałe i że do pierwszej grupy należą nie tylko pieczarki. Ostatecznie zebrali, przyrządziliśmy i zjedliśmy komisyjnie, koledzy żyją do dziś i mogą zaświadczyć, że "było to bardzo dobre", że skorzystam z biblijnej frazy.
    Po spożyciu spytałem ich, czy w czasach głodu, który w XIX wieku zdziesiątkował ludność Wyspy, nikt nie próbował ratować się grzybami, rosnącymi tam w takiej obfitości. "Raczej nie" - odparł Steven - "nie było tu wtedy Polaków".
    Inna grzybowa historia wiąże się ze wspomnieniami mojego Ojca, który jako dziecko przebywał na zsyłce w Kazachstanie i pamięta okresowe wysypy grzybów zwanych "gruździe". Kazachowie odnosili się do nich ze wstrętem, za to Słowianie brali wszystkie naczynia jakie mieli i udawali się w step na gruździowe żniwa. Jeśli ktoś miał wóz, był w stanie wypełnić grzybami cały w ciągu dnia. Potem solono owe grzyby w beczkach i było co jeść przez kilka miesięcy. Znajomy Ukrainiec mówił mi, że gruździe można czasem dostać w handlu pod zagraniczną nazwą shii-take, ale nie jestem pewien, czy to dokładnie to samo.

    pozdrawiam
  • @
    Tym razem to ja zazdraszczam.

    U nas susza. Przy okazji prac leśnych i pastwiskowych znalazłem dziś wprawdzie kilkanaście prawdzików i kilka koźlarzy - ale wszystkie były robaczywe. No i nie są to ilości, które uznałbym za "normalne".

    To już więcej jest grzybiarzy: http://boskawola.blogspot.com/2013/08/komunikat-grzybowy.html

    Ale, ale..! Polonofobiczna prognoza pogody zapowiada nam na dzisiaj iście syjonistyczny deszcz w nocy. Więc może rano..?
  • @Terebesz 12:45:13
    Wspaniałe opowieści :).

    Shii-take dają się hodować przy chałupie na zaszczepionych grzybnią pociętych pieńkach. Są chrupkie i smaczne i osobiście bardzo je lubię. Mają dużą wartość handlową bo się szybko nie starzeją i dobrze znoszą transport

    Pozdrawiam
  • @Boska Wola 14:55:50
    Leje równo na Kaszubach od rana. I przyszło konieczne dla grzybów schłodzenie. Jak się w środę znowu ociepli, jak w Izraelu, to grzyby będą same wskakiwać do koszyków.
  • Coś mi tu nie konweniuje,
    jak polonofobiczne grzyby mogą same wskakiwać do parchatych koszy polonofobów, hę? Przecież wiadomo, że ładunki o tym samym znaku odpychają się. Tych wszystkich, co takie głupoty wypisują doprowadzi się siłą na wykłady do Waldemara M. i pozostaną tam do dnia następnego. Tych co przeżyją odbiorą rankiem karetki.

    Nie mogłem sobie odmówić użycia następujących słów: polonofob, polonofobiczny i parchaty. Na jutro pozostawię sobie wszelkie odmiany słowa cep.
    Piszę to ja Tadzinek z Zazdrości k. Grzybowej.
  • @tadman 17:08:29
    Tadzinku drogi,
    ja już zostałem zrugany przez Wodza naszego Najwyższego, samego Vice SL, za użycie w błahym tekściku o grzybkach słów polonofobia i parch.

    Więc nie ucz się ich odmiany, tylko natychmiast wykreśl ze słownika.

    Zdrufko
  • @tadman 17:08:29
    Konewka? Jaka konewka?

    (panmsp :)))
  • @trybeus 11:19:48
    Iza coś pisała o grzybobraniu z koni. No ale do tego cza mieć panny podkuchenne, coby szły za kóniem i zbierały, co tam jeździec pokaże palcatem. Moje kocice odmawiają stanowczo takich posług, chloerka!
  • @jazgdyni 12:03:06
    No, tu same polonofobiczne i grzybne parchy się zlazły! I jeszcze oblizują się ze smakiem, jasssny gwint! Co na to Ojczyzna, kajdany i CPy? Zgroza, Panie, zgroza!
  • @jazgdyni 12:06:40
    No coś ty! Nie mów tym idiotom z Jewropy o rydzach, bo PO zara nam lasy sprywatyzuje i będzie kicha.
  • @jazgdyni 12:24:48
    OZu, tylko Tadzinek tak przyrządzi sromotnika, że nie odróżnisz na patelni od kani. Wiesz, on od dziecka to ćwiczy...
  • @jazgdyni 17:59:40
    No popatrz, całkowicie się panom potentegowało... O poczuciu humoru nie wspominając.
  • A ja się pryncypialnie odcinam od grzybojadów.
    Zbierać grzyby lubię, szczególnie kiedy wychodzi się do lasu przed świtaniem ale za żadne skarby nie zjem (no, ewentualnie sos z grzybów to tak).
    Mam takie swoje kulinarne fobie.

    A co !

    JESTĘ SŁOWIANINĘ I JADAM TYLKO SŁONINE !

    Teraz może mnie przyjmą do cp.
  • @Ptasznik z Trotylu 20:57:08
    Czyli obok polonofobów mamy też grzybofobów.
    I co teraz?
  • @jazgdyni 21:23:54
    Jak wszyscy będą jedli grzyby to przecież musi być ktoś kto będzie w stanie zadzwonić na pogotowie.
  • @Ptasznik z Trotylu 21:28:10
    A propos pogotowia.
    Kilka lat temu dużo pracowałem we Lwowie i okolicach.
    Jeździły wtedy po Lwowie karetki pogotowia, z syreną i kogutem a jakże.
    Na jednej burcie miały napis po rosyjsku SKORAJA POMOSZCZ a na drugiej po ukraińsku SZWYDKA DOPOMOHA.

    Miejscowi uświadomili mnie że owszem jest to pogotowie ale ... seksualne.

    To była taka więcej dygresja.
    A tera można wracać do adremu.
  • @jazgdyni 17:59:40
    Polonofoba, polonofobiczny i parchaty mogę wykreślić ze słownika, bo zgodnie ze starą maksymą potrzeba spełniona jest negowana, a wtedy pojawiają sie inne, czyli np. potrzeba mówienia często i głośno cepy. Oczywiście czepisty i czepliwy oraz czepiaty odpadają.
  • @Terebesz 12:45:13
    O jeny!!
  • @KOSSOBOR 19:09:16
    No co Ty? Óne nam lasy sprywatyzujom i bez rydzów. Im rydze do tej prywatyzacji całkiem niepoczebne. Sprywatyzujom i jusz.
    (Tfu, tfu na psa urok!)
  • @Ptasznik z Trotylu 20:57:08
    "JESTĘ SŁOWIANINĘ I JADAM TYLKO SŁONINE" Nie znałam tego. Słyszałam tylko "boczek i cebula to nasza kultura".
    A co do Słowian (tuczonych) na słoninie, to chodzi za mną od lat "Sekta wielbicieli szynki i schabu". Ale to polityka (polonofobia, cepy, parchy, ruja i poróbstwo), więc może innym razem się o tym rozgadam. Teraz (myślami, tylko myślami, bo podobnie jak Ty nie bardzo się pasjonuję grzybami) pozostanę przy grzybobraniu:).
  • @Autor
    Są grzybki, są.
    Już kilka razy wracałam z pełnym koszykiem - uwielbiam łazić po lesie;-)
    Oglądając fotki nabrałam straszliwego apetytu na rydze;-) troszkę popadało ostatnio, ciepło jest więc znów trzeba las przeszukać. Na szczęście mam blizutko.

    Pozdrawiam.
  • @Elis 22:45:26
    Chodzenie po lesie i szukanie grzybów to coś wspaniałego.
    Ja się cudownie odprężam. Mógłbym być chyba leśniczym.

    Serdeczności

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

ULUBIENI AUTORZY

więcej